Pewnego, chłodnego wieczoru rozbłysła lampa na skrzyżowaniu bezimiennych ulic, a była to rzecz niezwykła. To wydarzenie- jedna rozpalona lampa dała znak tysiącom i zaczęły się dziać rzeczy przerażające. Tej nocy, chłodnej i niewątpliwie krwawej królewska korona rozbiła się o marmurową posadzkę zamkowej sypialni. Powiecie zbrodnia, morderstwo. I będziecie mieli całkowitą rację, jednak ta zbrodnia była nad wyraz okrutna. Nie chodzi tu bynajmniej o zadawania ran na ciele, ale w sercu, duszy i psychice. Co musiał poczuć król, gdy nad jego łożem stał brat z mieczem w dłoni? Strach? Obrzydzenie? Zdradzę jednak, że nie poczuł nic oprócz zawodu. Chociaż książę zrealizował swój cel, ukrył się w podziemiach z cesarzową Hestią. Niektórzy mawiali, że zrobił to ze wstydu, niektórzy, że chciał zniszczyć naziemnych poprzez panujące bezkrólewie. Jednak prawdziwe zamierzenie księcia znał tylko On, jego męscy potomkowie, męscy potomkowie jego potomków… Pewnej jesieni książę zniknął a osiem...
Komentarze
Prześlij komentarz